wtorek, 9 listopada 2010

#002 ryk, ryk, ryk.

Ten dzień był wyjątkowo rozwalony.
Niby nic, a jednak, byłam tak przejęta tym snem o babci, iż odpłynęłam w daleką krainę smutku i tęsknoty za tą cudowną osobą.


Była wgl. kartkówka z Polskiego. Jakieś 0 problemów z Polskim, więc chyba poszło dobrze, aczkolwiek ściągałam od Natalii. *mhm* 
nic mi się nie chciało.
Po za ryczeniem, oczywiście.


( tak dziś tak krótko, bo ryczę, piszę i ręce mi się trzęsą ).

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Czasem kiedy zabraknie nam takiej osoby jest trudno. Mi zawsze pomagało pisanie listów i chowanie pod poduszkę. Zawsze miałam wrażenie, że zmarłą osoba je czyta. Ewentualnie zwierzałam się przed grobem. Ale ja mam z głową... Chciałabym Ci pomóc, ale...
nie umiem
Nie jestem w stanie.
:(

Kathysia pisze...

Maz niesamowity blog. Twoje przemyślenia są naprawde niesamowite. Także chciałabym ci pomóc. Ale nie umiem. Wiem jak to jest starcić bliskiego. Trzymaj się, będzi dobrze. xoxo Kathy

Killua pisze...

Kochany Julku, w szkole powtarzają mi , że jesteśmy do siebie podobne. No i teges, chyba to prawda. Tyle, że ja najczęsciej mam takie refleksje w nocy, w łóżku, w tych ciemnościach... Wtedy zaczynam "gadać" sama do siebie, jak uważają inni, jednak ja dostaję "odpowiedź" od Klaudii. Wtedy też w głowie plączą mi się myśli w stylu - Dlaczego to ja przeżyłam?! To ja powinnam urodzić się pierwsza i to ja powinnam umrzeć... Ostatnio zaczęłam się sama siebie (aka tych myśli) bać... Kurde, świat jest do kitu.
Memento Mori & Ave Szatan!
Szenciak, ty już wiesz kto...

PS. Dlaczego nie mieszkamy obok siebie? Dlaczego ja muszę mieszkać na osiedlu z takimi idiotami, a parę kilometrów ode mnie mieszkasz Ty. O takich samych zainteresowaniach i wgl... Ech. :/