Tak kończy się nie słuchanie ,,dobrych rad '' mojej mamusi. Chora, zasmarkana, z załzawionymi oczyma , popijam herbatę i smarkam w kolejną paczkę chusteczek. Oczy mnie szczypią i tak sobie siedzę i myślę sobie, że jestem zupełnie sama. Okej, została mi moja wyobraźnia, miś i herbata. No i chusteczki. Jestem wykończona dzisiejszym dniem, którego opiszę wam chyba całego, bo mnie wena naszła, co oznacza, że będę dokańczać książkę.
Obudziłam się o 8.45 ( gdybyśmy mieli na 8.50 pewnie bym nie szła ) . Taka biedna, zasmarkana, tacie się żal zrobiło i powiedział, że jeżeli się źle czuję, to zostanę w domu, ale musiałam jednej dziewczynie tiul zanieść, więc musiałam iść. Wywlokłam się z łóżka i byłam tak padnięta, że chciało mi się ryczeć. Poszłam do łazienki i to co zobaczyłam w lustrze, zupełnie odzwierciedlało to, co czuję pod maską monstrualnego uśmiechu. Smutna, zapłakana i zasmarkana, w dodatku zachrypnięta dziewczyna, która od rana jest jedną wielką kupką nieszczęść. Umyłam włosy, doprowadziłam się do porządku, wysuszyłam je, ale zdałam sobie sprawę, że mama wzięła mój ulubiony grzebień, więc nie mam się czym czesać. Byłam taka wkurzona, że w końcu się nie uczesałam, ubrałam białą koszulę, czarną narzutę ( kocham ją ) , spódnicę, no i rajstopy, które potem puściły oczka i każdy kto to zauważył mi to mówił ( łącznie 17 osób). Było zimno, przez co musiałam założyć kozaki ( :< ) i wyglądałam jak sierota. Odpadły mi dwa guziki przy płaszczu [ :< ! ] i musiałam wiązać szalik pod szyją żeby nie zmarznąć do reszty. I taka niedorobiona wyszłam z domu.
Doszłam, to była już Natalia, Ola, Ola x2 (...) odłożyłam kurtkę, chwilę posiedziałyśmy opowiadając sobie to i owo, by później zejść na dół na apel. Siedziałyśmy, of course. Trochę pogadałyśmy, posłuchałyśmy apelu i poszliśmy do wychowawcy, a potem do sali.
- Jula, oczko ci poszło. - odezwał się Przemek.
- Tak wiem. - odpowiedziałam już trochę zmęczona. Po krótkiej rozmowie z wychowawcą i zaznaczaniu na osi czasu wydarzeń z czasów komuny, okupacji itp. poszliśmy do pizzeri, a tam mogliśmy wydać wszystkie swoje ''amatorsko zarobione pieniądze ''. Z Adą ( moja przyjaciółka ) i Agatą złożyłyśmy się na jedną pizzę, a potem wyjadałyśmy z talerza wychowawczyni ziemniaczane kulki i surówkę ( kiedy ona poszła rozmawiać przez telefon *zabki* ).
Idąc po colę, do przeciwnego sklepu jacyś chłopacy ( 17, 18 xD ) mnie zaczepiali.
- Ejj, no dajesz, szybciej. No szybciej, no... - x.x
Potem wracałam już normalnie, nie biegnąc więc... ucichli.
A teraz siedzę sobie i słucham WT, pijąc herbatę i dmuchając nos w chusteczki. Mam ochotę ryczeć, ale za bardzo oczy mnie bolą... :c
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz